Próbą ukazania początków naszego miasta jest legenda o łodzi chłopa Janusza i założeniu przez niego osady nad rzeczką. 

O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, że był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzią (łac. Lodzą, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. 

Widać niezbyt dobrze mu się tam działo. I oto znajdujemy go w legendzie do dziś jeszcze powtarzanej w różnych wersjach na starych Bałutach, Widzewie i Stokach. Spotykamy tego pierwszego łodzianina z wiosłem w dłoni, jak przedziera się jakimś czółnem chybotliwym czy łodzią przez chaszcze, znacząc od czasu do czasu siekierką nadbrzeżne konary, by nie zmylić drogi. 

U źródeł Bzury, na Rogach i Rożkach, pełno było błota i kałuż. Tylko wąski, dziki dukt leśny przedzielał je wówczas od nowych źródeł i drugiej rzeczki zaczynającej swój bieg już na późniejszych Dołach i Sikawie. Była to dzisiejsza Łódka, przed wiekami zwana po prostu Starą Strugą. 

Janusz przeciągnął po tych błotach swą łódź dalej na południe i zachód. I znów z trudem odpychał się jakimś drągiem o płytkie dno owej strugi. Obowiązkowo -jak na owe czasy wymagano i jak głosi opowieść -miał mieć w tobołku w swej dłubance jakiś obrazek święty czy figurkę szczęśliwą… Dopłynął tedy do miejsca, gdzie dziś stoją stare kamienice przy Zgierskiej w parku Staromiejskim (dziś już rzeczka płynie w skrytym kanale). Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jakby była pełna kamieni i dalej ruszyć nie może. Czy ten obrazek tak mu zaciążył, czy też, co bardziej prawdopodobne, dno się nadwerężyło uciążliwą jazdą i woda w łodzi przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy, choć rzeka biegła jeszcze dalej na zachód. 

Wyszedł więc chłop z łodzi na brzeg, wyciągnął tobołek i trochę pomedytował. Później przez mieliznę wyciągnął ową łódkę ku wyższemu, północnemu brzegowi. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło i nabrał otuchy. Okolica była sposobna, na zdrową! spokojną wyglądała. Wnet chciał sporządzić sobie szałas na nocleg, by na drugi dzień łódź oporządzić i próbować płynąć dalej, lecz gdy chwilę pobył na brzegu, spotkała go pierwsza przygoda, zaczął padać ulewny deszcz. Nie zraziło go to wcale. Ściął kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź dnem do góry. Posłużyła mu za schronienie przed burzą. Stała się pierwszym ludzkim dachem w tej okolicy… 

Rano posłyszał Janusz głosy puszczy. Wokoło rozbrzmiewały ptasie śpiewy, słychać było stukanie pracowitych dzięciołów, brzęczenie dzikich pszczół. Okolica przemawiała doń swojsko i kusiła: , 

- …Tu się zadomowisz, tu oporządzisz; będzie nam z sobą dobrze, żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu… pracę ci, choć mozolną, dam – mówiła dalej puszcza. – Nie poskąpię drzewa na budulec ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi… 

Przemówiło to do niego. Został. 

Dopiero nadchodząca jesień wygnała go z domku „pod łódką”. Począł ścinać kłody pod pierwszą własną prawdziwą chatę! A szałas z łódką jako dachem zachował potem długi jeszcze czas na pamiątkę swego tu przybycia. Jeszcze później związał się z jakąś dziewczyną z dalszych stron, być może aż z odległego o milę Widzewa… 

Następne chaty już z synami i wnukami wznosił. Osiedli obok ojca i dziada na wzgórkach, które po wiekach Górkami Plebańskimi tu nazwano, gdyż powstał tam później drewniany kościółek. Niedługo, bo już w piątym pokoleniu, rozłożył się w tym miejscu kwadratem targowy Stary Rynek, a było to przy drogach leśnych wiodących na północ do Zgierza, na zachód pod Strugę, na południe do Piotrkowa i Drewnowiczów i na południowy wschód do Wolborza… 

Minęło sto, a może dwieście lat od tamtych czasów. Dopiero przyszłe pokolenia słuchając opowieści gminnej – jak to ich odważny i pracowity prapradziad przedzierał się przez tę gęstwinę swoją mizerną łódką, która na mocy jakiegoś dziwnego uporu płynąć dalej nie chciała i tu nabrawszy wody w miejscu stanęła – nazwali to miejsce na wieczną pamiątkę po prostu Łodzią… 

Mieszkańcom tej osady wydało się jednak z czasem, że to zbyt mały dowód szacunku i miłości dla przodków, na dodatek więc i rzekę, która była niegdyś drogą ucieczki, a stała się przez samotną wyprawę przodka nadzieją lepszego jutra, nazwali podobnie – Łódką… 

Formalnie prawa miejskie nadano w 1423. Opiekujący się miastem troskliwie biskup włocławski, Jan Pełła, długo zabiegał o prawa miejskie dla rozwijającej się osady Łodzią zwanej. Światłym był gospodarzem ten książę Kościoła. Wiedział, iż obdarzona przywilejami osada, korzystając z praw w szerszym zakresie, będzie rozwijała się szybciej, swobodniej, ku pożytkowi własnemu i zasobności kraju. Wiedział biskup Jan Pełła, że ożywienie ruchu handlowego, odbywanie tygodniowych targów z ochroną kupna, targowania i sprzedaży stanowi najskuteczniejszą i najprostszą drogę ku rozwojowi osady i jej rozbudowie. 

Zdecydował tedy biskup Jan Pełła zwrócić się do króla Jegomości Władysława Jagiełły z prośbą należycie umotywowaną, by zezwolił obdarzyć osadę przywilejami i podnieść ją do godności miast 

Już w 1332 roku pojawia się anałach LODZA. Wtedy to książę łęczycko-kujawski Władysław, dokumentem swoje książęce prawa do kilkunastu wsi Lodza przekazywał biskupom włocławskim. Nie minął wiek a już 29 lipca 1423 roku w Przedborzu z woli pogromcy Krzyżaków króla Władysława Jagiełły Łódź stała się miastem. Miasteczko szczyciło się herbem z „łódką”. 

Mijały wieki, niewiele działo się w tym niewielkim rolniczym miasteczku, które w XVI wieku liczyło zaledwie około 700 mieszkańców. 

Łódź jest miastem, którego niespotykane tempo rozwoju z XIX wieku było osobliwością na skale światową. Kolejne dziesięciolecia przynosiły kilkunastokrotny wzrost liczby mieszkańców. 

18 września 1820 rok namiestnik królestwa Polskiego Józef Zajączek wydał zarządzenie na mocy którego w Łodzi utworzono osadę przemysłową. O lokalizacji osady sukienniczej w Łodzi zadecydowany m.in. dobra woda w rzekach przepływających przez miasto, łatwo dostępne drewno z okolicznych lasów, cegła z licznych cegielni, dogodne powożenie przy trafcie handlowym, łączącym Łęczyce z Piotrkowem. (pierwszą fabryką był bielnik- rządowy budynek fabryczny z lat 1825-26 zachowany do dziś na ulicy W. Tymienieckigo, dziś zwany „Bielnikiem Kopischa”.